The Woman in White | moje-musicale.pl

The Woman in White

18.07.2005 | komentarze: 0

Po długiej przerwie, Andrew Lloyd Webber powrócił do świata musicalu, i to w jakże wielkim stylu! "The Woman in White" to jego najnowszy musical, oparty na wiktoriańskim kryminale i thrillerze o tym samym tytule, autorstwa Wilkie Collins. Powieść została opublikowana w 1860 r. i od razu zdobyła popularność. Książka jest dostępna w wersji angielskiej w księgarniach językowych (nie natrafiłam na wzmiankę o tym, by została przełożona na język polski).

Historia jest bardzo mroczna i tajemnicza, nie brakuje tu zamglonych ulic Londynu, ani też kojarzących się z tajemnicą brytyjskich wrzosowisk.

Podróżujący samotnie młody człowiek, Walter Hartwright, spotyka tajemniczą zjawę w bieli, która pragnie powierzyć mu swoją straszliwą tajemnicę. Jak się okazuje, kobieta jest uwikłana w intrygi, które nieodwracalnie zmienią życie jego i bliskich mu osób... Walter trafia do samolubnego i nieprzyjemnego pana Fairlie, gdzie uczy rysunku jego bratanicę Laurę i jej przyrodnią siostrę Marion. Walter dostrzega niesamowite podobieństwo między piękną Laurą, a wcześniej spotkaną kobietą w bieli. Oczywiście nie może zabraknąć tu wątku romantycznego - uczucie tych dwojga nie ma jednak racji bytu, a to ze względu na zaręczyny Laury ze złowieszczym Sir Percivalem Glyde. Bohaterowie zostają wplątani w sieć zbrodni, zdrady i chciwości...

Na oficjalnej stronie musicalu jej autor zadaje kilka frapujących pytań: Jaki jest związek między Laurą, Sir Percivalem i kobietą w bieli? Czy przyjaciel Sir Percivala, Hrabia Fosco (w tej roli w oryginalnej londyńskiej obsadzie wystąpił niesamowicie ucharakteryzowany Michael Crawford), ze swoim niecodziennym zamiłowaniem dla białych myszy i trucizny, jest naprawdę tak czarujący, na jakiego wygląda? Czy prawdziwa miłość zwycięży? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań daje urzekający nowy musical "The Woman In White".

Muzyka jest naprawdę wspaniała i została okrzyknięta najbardziej romantyczną od czasów "Upiora w Operze" z 1986 r. Myślę jednak, że nie trzeba jej zanadto zachwalać, gdyż samo nazwisko Andrew Lloyda Webbera jest doskonałym gwarantem jej wartości i uroku.

Autor: Dagmara Grodzka

Imię:
(wymagane)

E-mail:
(wymagane)

Adres email nie będzie publikowany.
Komentarz:
(wymagane)


W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.
Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies w swojej przeglądarce.
Z naszej strony informujemy, że nasze "ciasteczka" służą tylko i wyłącznie bieżącej pracy serwisu.

Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij w Zamknij.

statystyka